Login






Lost Password?
Home arrow Pieczyński arrow Isabel wróci?
Isabel wróci?
poniedziałek, 23 sierpień 2010

TVP Info odnotowała 100 dni nowego koalicyjnego rządu brytyjskiego. Pani redaktor, która specjalizuje się w tematyce międzynarodowej, z nieskrywanym podziwem mówiła o pakiecie odważnych reform premiera Davida Camerona. Wyliczyła cztery reformowane obszary: finanse publiczne, oświata, służba zdrowia i policja. Dokładnej kolejności nie pamiętam. Według pani redaktor Donald Tusk zwlekał z reformami i teraz będzie mu coraz trudniej reformować, a Cameron nie zwlekał, tylko szybko wziął się do naprawy państwa. Pani redaktor mówiła o brytyjskich reformach dobre 3 minuty. Nie powiedziała jednak na czym te cameronowe cuda miałyby polegać. Ostrzegła jedynie Polaków mieszkających na Wyspach, że Cameron dobierze się im do zasiłków. Pan redaktor słuchający tego briefingu skonkludował, że może w związku z tym Polacy zaczną wracać.

Pomyślałem, że rodacy wycyckujący brytyjski welfare system, to nie jest ta grupa, na której powrocie powinno nam szczególnie zależeć. Co innego, gdyby reformy Camerona wypędziły do kraju ekspertów pokroju Isabel - mądrych i pięknych.

Ponieważ TVP Info (wbrew nazwie) nie zaspokoiła mojego głodu informacji na temat reform brytyjskiego premiera, włączyłem "Mail on line" - internetowe wydanie konserwatywnego dziennika "Daily Mail" i zobaczyłem dramatyczny nagłówek: „Na stos idą świadczenia socjalne dla klasy średniej: 13 miliardowe cięcia w zasiłkach rodzinnych” (Bonfire of the middle class benefits: Families to lose £13bn in welfare clampdown).

Czytam dalej i widzę, że koalicyjny rząd konserwatystów i liberalnych demokratów planuje odebrać klasie średniej (czyt. ludziom lepiej sytuowanym) zasiłki dla dzieci i zimowe dopłaty na ogrzewanie dla emerytów. Przeciętną rodzinę z dwójką dzieci kosztowałoby to 1700 funtów rocznie. Dobrze sytuowanego emeryta powyżej 60tki 250 funtów rocznie, a takiego, który dożył 80tki 400 funtów.

Plan premiera Camerona jest radykalny, gdyż proponuje zerwanie z ustanowionym po II wojnie światowej powszechnym systemem świadczeń socjalnych – jednym z filarów państwa opiekuńczego. Cameron występuje w roli nowego Robin Hooda zabierającego wcale nie najbogatszym, po to, żeby nadwyrężony finansowo system opiekuńczy kompletnie się nie załamał. Eksperci Partii Konserwatywnej uważają, że bez cięć w tym systemie nie będzie szans na uporanie się z deficytem budżetowym.

Kto wie, może sprawdzi się więc wizja powracającej Isabel (traktuję ją symbolicznie, jako uosobienie tych, na których powrót czekamy) wypędzonej atakiem na klasę średnią, pozbawionej zasiłku na dzieci. (Czy ona ma dzieci?)

Czytam dalej i widzę, że reforma państwa opiekuńczego wcale nie jest przesądzona. Nie ustalono kryteriów zabierania świadczeń. Najważniejsze jest jednak stanowisko koalicjanta konserwatystów, Partii Liberalnych Demokratów. Jest ona wewnętrznie skłócona na tym tle. Jej przewodniczący i zarazem wicepremier Nick Clegg, który znalazł się ostatnio w niezręcznej roli referenta planów rządu, ma poważny kłopot. Jego partyjny zastępca, weteran brytyjskiej polityki, Simon Hughes, otwarcie nawołuje kolegów w parlamencie do bojkotu cięć w świadczeniach socjalnych. „Musimy powiedzieć konserwatystom, że nie możemy iść tą drogą” – mówi Hughes, używając retoryki jakby żywcem importowanej z Polski.

Dlaczego? Ano dlatego, że klasa średnia i wszyscy aspirujący do wstąpienia w jej szeregi to naturalna klientela Liberalnych Demokratów. Hughes należy do partyjnej lewicy. (Gdyby przed laty prasa nie wyszperała mu skłonności do tej samej płci, pewnie byłby dziś liderem liberałów. Nawet w tak otwartym społeczeństwie jak brytyjskie, tolerancja ma granice.) Po wyborach parlamentarnych Hughes preferował sojusz z Partią Pracy. Clegg wybrał jednak konserwatystów. Ten związek zaczyna się mścić. Według sondażu Sky News dziś na Liberalnych Demokratów głosowałoby 8 % wyborców. To o 5 % mniej niż w poprzednich badaniach.

Z drugiej strony trzeba powiedzieć, że Brytyjczycy nadal nie mają zaufania do Partii Pracy. Koalicję popiera 46 % badanych. 37% jest przeciw (ankieta Guardiana/ICM).

David Cameron w wywiadzie dla dziennika „The Sun” mówi (tak, jak pani redaktor z TVP Info), że złote chwile każdego rządu są na początku kadencji. "To jest ten czas, wypełniony dobrą wolą (zaufaniem), kiedy można zrobić najwięcej."

U nas złote chwile rządu mają zacząć się teraz, z trzyletnim opóźnieniem. Zrządzeniem losu i wolą wyborców premier Tusk ma prezydenta marzeń, więc reformom w Polsce nie powinno być końca. Tyle, że zbliżają się wybory samorządowe i parlamentarne. Nie można zatem zbytnio antagonizować wyborców zabieraniem przywilejów. Może Isabel rzeczywiście powróci.

 
< Prev   Next >
Comments

You must javascript enabled to use this form

You are not authorized to leave comments. Please login first.

Poll

Padł postulat aby Radio Wolna Europa trafiło do podręczników historii. Jaka jest Twoja opinia?
© 2012 wolnaeuropa.org
Content of site: Andrzej Borzym redakcja@wolnaeuropa.org
Administration: Tomasz Komorek administracja@wolnaeuropa.org

Ta strona nie jest w żaden sposób związana z RFE/RL, Inc., które nie ponosi
odpowiedzialności za jej zawartość.