Logowanie






Nie pamiętam hasła!
Home
Katyń - relacja świadka

Przez prawie pół wieku nie wolno było w Polsce głośno mówić prawdy o Katyniu. Robiło to cały czas RWE. Najbardziej dramatyczne były relacje świadków, m.in. prof. Swianiewicza, jeńca obozu w Kozielsku zawróconego z transportu śmierci do Katynia.

Wywożenie jeńców z obozu w Kozielsku rozpoczęło się 3 kwietnia i trwało do 12 maja 1940 r. Codziennie odjeżdżały konwoje od 50 do 344 osób. Porucznik rezerwy Stanisław Swianiewicz wyznaczony został do transportu 29 kwietnia. Żaden z jeńców nie wiedział dokąd i w jakim celu ich wywożono. Jedni mieli nadzieję, że to kolejny etap wywózki w głąb Rosji. Niektórzy spekulowali, że zostaną wywiezieni do okupowanej przez Niemców Polski. Inni łudzili się, że do krajów neutralnych. Nikt nie przypuszczał, że jadą na śmierć.

W spisanych po wojnie wspomnieniach Swianiewicz tak zapamiętał dzień wyjazdu z Kozielska: "Gdy mnie już oficjalnie wezwano do transportu wziąłem worek ze swoim nędznym dobytkiem i stawiłem się na wskazane miejsce. Przekazanie nowej eskorcie odbywało się w sposób poniekąd uroczysty. Przekazywano nie tylko osobę, lecz również jej teczkę personalną. Rzeczą, która mnie w owym momencie uderzyła, chociaż nie mogłem jej sobie wówczas wytłumaczyć, był fakt, że moja teczka była innego koloru, niż teczki innych jeńców".

Odmienny kolor teczki, a dokładniej - jej zawartość, miały Swianiewicza uratować.

Po brutalnej rewizji osobistej jeńców załadowano do wagonów więziennych, tzw. stołypinowskich, z jednym małym okienkiem tuż przy suficie zatłoczonego przedziału.

Pociąg jechał w nieznanym kierunku. Przez okienko Swianiewicz zorientował się jednak, że minął Smoleńsk. Po dalszych kilkunastu kilometrach pociąg stanął. Była to stacja kolejowa Gniezdowo.

Jeszcze zanim rozładowano wagon, w przedziale zjawił się pułkownik NKWD i zabrał ze sobą Swianiewicza. Zaprowadzono go do pustego wagonu więziennego i zostawiono ze strażnikiem. Przez okienko pod sufitem mógł obserwować co dzieje się z jego kolegami.

Oto fragment relacji Stanisława Swianiewicza nadanej w Rozgłośni Polskiej RWE 10.12.1961 r. z tego co widział na placu przy stacji Gniezdowo w pobliżu Katynia:

Po kilku godzinach Swianiewicza wyprowadzono do wielkiej czarnej więźniarki. Po chwili auto ruszyło. Dokąd go wieziono nie wiedział.

"Zacząłem się cicho modlić, wspominał Swianiewicz. Przed oczyma wyobraźni zamajaczył trójkąt Ostrej Bramy. Po jakiejś pół godzinie auto stanęło. Skrzypnęły ciężkie zawiasy otwieranej bramy. Wjechaliśmy w jakieś podwórze. Zaczął się zupełnie nowy okres moich dziejów wojennych".

Spod Katynia Swianiewicz przywieziony został do smoleńskiego więzienia. Stamtąd po kilku dniach trafił na moskiewską Łubiankę.

Co uratowało Swianiewicza? Dlaczego Sowieci nie wydali na niego wyroku śmierci, tak jak na ponad 4 tysiące jego kolegów z Kozielska?

Odpowiedź tkwi w przedwojennej karierze Swianiewicza, profesora Uniwersytetu Wileńskiego, i jego zainteresowaniach naukowych. Swianiewicz zajmował się mianowicie analizą gospodarki radzieckiej, studiami porównawczymi gospodarek dwóch totalitarnych krajów – ZSRR i III Rzeszy a także przyczynami szybkiego rozwoju gospodarki niemieckiej w ramach polityki interwencjonizmu państwowego. Znał też doskonale Niemcy. Dla ówczesnych sojuszników Hitlera był zatem cennym źródłem informacji.

W więzieniu kazano mu spisać wszystko co wiedział o gospodarce Niemiec. Po kilku miesiącach, gdy był już zbędny, „skazano” go za badanie w okresie międzywojennym gospodarki ZSRR na 8 lat łagru w Republice Komi z artykułu o szpiegostwo.

W sierpniu 1941 r. w ramach tzw. „amnestii” ogłoszonej w wyniku układu Sikorski-Majski Swianiewicz został zwolniony z obozu. Gdy jednak Sowieci zorientowali się, że jest on świadkiem zbrodni katyńskiej natychmiast został wyłączony z kategorii amnestionowanych i odesłany z powrotem do łagru. Polscy dyplomaci wyrwali go stamtąd dopiero w lipcu 1942 r., głównie dzięki usilnym staraniom ambasadora RP prof. Stanisława Kota.

Gdy w końcu znalazł się pod opieką władz polskich i zdawał raport z tego co widział i przeżył, nikt jeszcze wtedy nie przypuszczał, że Swianiewicz jest jedynym jeńcem obozu w Kozielsku zawróconym spod Katynia. O odkryciu grobów katyńskich Niemcy poinformowali w kwietniu 1943 r.

Po wojnie Swianiewicz został na Zachodzie, pracował naukowo. Po 18 latach połączył się z żoną, której udało się opuścić Polskę po październikowej odwilży 56 r. W 1976 r. w paryskim Instytucie Literackim wyszła jego książka W cieniu Katynia. Tuż przed wydaniem tej książki Swianiewicz przeżył w Londynie zamach na swoją osobę - na pustej ulicy otrzymał cios w tył głowy od nieznanego sprawcy, który po zamachu zbiegł.

Do Polski przyjechał tylko raz, w 1990 r. Zmarł siedem lat później w Londynie w wieku 98 lat.

opr. ab

fot. ze zbiorów Muzeum Katyńskiego
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Komentarze

You must javascript enabled to use this form

Musisz się zalogować by móc dodać komentarz.
Komentarze wyrażają jedynie opinie ich autorów a nie redakcji.

Sonda

Padł postulat aby Radio Wolna Europa trafiło do podręczników historii. Jaka jest Twoja opinia?
© 2017 wolnaeuropa.org
Zawartość strony: Andrzej Borzym redakcja@wolnaeuropa.org
Administracja: Tomasz Komorek administracja@wolnaeuropa.org

Ta strona nie jest w żaden sposób związana z RFE/RL, Inc., które nie ponosi
odpowiedzialności za jej zawartość.