Logowanie






Nie pamiętam hasła!
Home
Zamach na RWE (1981) PDF Drukuj Email
10.02.2010.

21.2.1981 r. krótko przed godz. 22 potężny wybuch wstrząsnął budynkiem RWE w Monachium. Dopiero po latach wyszło na jaw, że był to zamach zlecony przez Ceausescu a wykonany przez terrorystyczną grupę Carlosa, zwanego też 'Szakalem'.

Jest sobotni mroźny wieczór. Ulica Oettingenstrasse, przy której mieści się siedziba Radia Wolna Europa/ Radia Swoboda na skraju wielkiego parku – Ogrodu Angielskiego – pogrążona jest w półmroku. Budynek odgradza od ulicy żywopłot, strzeże go praktycznie jeden ochroniarz, który raz na godzinę robi obchód gmachu z prostopadłymi w stosunku do ulicy skrzydłami mieszczącymi poszczególne redakcje narodowe.
Czołówka monachijskiej gazety po zamachu     powiększ

Przedostanie się niepostrzeżenie pod mur słabo oświetlonego budynku nie stanowiło większego problemu. Terroryści wybrali jedno z bocznych skrzydeł, najbardziej oddalone od głównego wejścia i wartowników. Prawdopodobnie nie baczyli (nie wiedzieli?) jaka sekcja rozgłośni się tam mieści. Mieli za to dość czasu aby niezauważenie przenieść ładunek wybuchowy pod mur, umieścić go tam, wycofać się na bezpieczną odległość, zdetonować i uciec z miejsca zbrodni.

Eksplozja ok. 20 kg materiału wybuchowego umieszczonego w metalowym pojemniku, z czasowym lub radiowym detonatorem nastąpiła krótko przed 22. Zegary w budynku Radia zatrzymały się na godz. 21,49.

Wybuch bomby umieszczonej w rogu między głównym budynkiem a skrzydłem zajmowanym przez redakcję czechosłowacką ranił 4 osoby, w tym dwie poważnie, wyrwał prawie 2-metrowej średnicy dziurę w murze, naruszył żelbetowy słup konstrukcyjny, zwalił kilka wewnętrznych ścian, zdemolował szereg pokoi redakcyjnych, roztrzaskał niemal wszystkie szyby w oknach, uszkodził dach piętrowego budynku. Straty materialne oceniono na 2 mln dolarów.

W budynku jest na szczęście niewiele osób – dyżurujący redaktorzy dzienników radiowych, kilka sekretarek, operatorka w centralce telefonicznej. W pierwszej chwili nikt nie wie co jest przyczyną  wstrząsu i huku. Ted Illif z centralnego dziennika (central newsroom) znajdującego się po drugiej stronie budynku pomyślał, że może jakiś samolot rozbił się w Ogrodzie Angielskim. Dopiero gdy poczuł dym i wyszedł na korytarz zrozumiał, że dokonano zamachu na Radio. Ponieważ nie działały telefony, po krótkiej naradzie z kolegami wybiegł na zewnątrz do publicznego telefonu, żeby zawiadomić dyrektora stacji Jamesa Browna o tym co się stało.

W polskiej redakcji dziennika wieczorny dyżur pełnił tego dnia Andrzej Czyżowski, dawny żołnierz II Korpusu, poeta. Pomagała mu sekretarka. W kabinie małego studia przygotowywał się już do odczytania dziennika o 22 spiker i aktor Zbigniew Bańkowski. Wybuch nie wyrządził tu większych szkód. Przewróciła się szafa blokując drzwi do kabiny spikera, pospadały ze ścian obrazy, posypał się tynk, wywróciły drobne meble. Sekretarka wpadła jednak w panikę, krzycząc, że to trzęsienie ziemi. Zbigniew Bańkowski, do którego dotarł w studio jedynie przytłumiony hałas, pomyślał tylko: „co oni się tam wygłupiają” i bał się żeby odgłosów, jak sądził jakichś żartów, nie było słychać na antenie gdy za chwilę zacznie czytać wiadomości.

Po wyjrzeniu na zdemolowany korytarz najszybciej chyba wyciągnął właściwe konkluzje Andrzej Czyżowski, wykazując przy tym instynkt dziennikarza i ... byłego sapera. Już w parę minut po wybuchu poprosił zszokowaną sekretarkę o kartkę czystego papieru, napisał odręcznie wiadomość z ostatniej chwili: „Na budynek Radia Wolna Europa w Monachium dokonany został właśnie zamach bombowy” i podał ją spikerowi specjalną szufladką do studia. Pytany później skąd miał pewność, że wybuchła bomba a nie np. gaz, odpowiedział, że poczuł to po zapachu. „Czuć było materiał wybuchowy", opowiadał. Nos sapera sprawił, że pierwsza wiadomość o zamachu wyszła w świat z polskiej redakcji.

Fot. Richard Cummings, RFE/RL (kliknij jedno ze zdjęć by zobaczyć więcej)

Największe spustoszenie bomba wyrządziła w redakcji czechosłowackiej. Ted Illif wspomina, że gdy wybiegał do telefonu zobaczył na korytarzu widok, którego nie zapomni nigdy – szła nim Maria Pulda dziennikarka redakcji czechosłowackiej, zakrwawiona, ze straszliwie zmasakrowaną twarzą, rozciętą skórą na szyji tak, że widać było tchawicę. Ochroniarz prowadził ją do samochodu. Jeden z kolegów Teda odwiózł ją natychmiast do szpitala, nie czekając na karetkę. 40-letnia w dniu zamachu Maria Pulda musiała przejść kilkanaście operacji plastycznych w celu zrekonstruowania twarzy. Nie odzyskała nigdy pełni zdrowia fizycznego i psychicznego.

Ranne zostały jeszcze dwie inne osoby z redakcji czechosłowackiej, w tym jedna ciężej ze skomplikowanym złamaniem ręki, a także telefonistka, która mogła mówić o szczęściu, biorąc pod uwagę że ładunek umieszczony został tuż za ścianą położonej w półsutenerze centralce. Kilka osób spoza Radia raniły odłamki szyb, które wyleciały z okien budynku naprzeciwko.

Przybyłe szybko na miejsce służby ratunkowe i policja ewakuowały budynek i rozpoczęły czynności śledcze. Było od razu jasne – dokonany został zamach, sprawcy byli profesjonalistami, użyli nowoczesnego plastycznego ładunku wybuchowego i prawdopodobnie zdalnie sterowanego detonatora.

Jeden z głównych celów zamachowców – uciszenie Radia – nie został jednak osiągnięty. Wybuch nie uszkodził amplifikatorni (master control) i nie przerwał programu nadawanego o tej porze z taśm. Krótka przerwa nastąpiła dopiero wtedy gdy policja ewakuowała wszystkich z budynku by sprawdzić czy nie ma nowego zagrożenia. W tym czasie należało uruchomić następne taśmy. Cisza w eterze trwała niecałą godzinę.

Nie udało się też zastraszyć pracowników. Już następnego dnia w niedzielę rano wielu z nich przyjechało do Radia. Stali zszokowani, ale zdeterminowani pod ogrodzonym taśmą budynkiem. Dyrektor Rozgłośni Polskiej Zygmunt Michałowski napisał w komentarzu nadanym tego dnia w głównej audycji politycznej „Fakty, Wydarzenia, Opinie”:

Drodzy Przyjaciele!
Informowaliśmy już Państwa, że dokonano zamachu bombowego na budynek, w którym w Monachium mieszczą się biura i instalacje techniczne Radia Wolna Europa i Radia Swoboda. Wybuch bomby, podłożonej na zewnątrz rozległego budynku, zniszczył tę jego część, którą zajmowali nasi koledzy z rozgłośni czechosłowackiej. Troje spośród nich odniosło obrażenia, w dwóch przypadkach bardzo poważne: myśli nasze w pierwszym rzędzie ku nim się kierują.  Ślepy terror uderzył w nich gdy stali na posterunku, wykonując swój obowiązek. Raniona została również telefonistka – Niemka, na szczęście lekko, oraz kilka przygodnych osób spoza radiostacji. (...)
Oczywiście już pojawiły się domysły co do sprawców zamachu. Być może nigdy nie dowiemy się, kto go dokonał i dlaczego. Żyjemy w okresie, w którym terror stał się niestety często używaną bronią, wyrazem protestu czy formą nacisku lub odwetu, a nawet sposobem zwrócenia na siebie uwagi. Sięgają doń różne grupy i jednostki z różnych motywów nie bacząc na immanentne zło tych aktów i ich skutki dla niewinnych osób. Terror uderza w poszczególnych ludzi, całe społeczności, instytucje, ośrodki, obiekty gospodarcze i ruchy polityczne. Nie ma przed nimi całkowitej obrony. Jakakolwiek działalność publiczna musi liczyć się z tym ryzykiem. Przekonaliśmy się o tym i my wczoraj. Nie odwiedzie to nas – podobnie jak tylu innych – od wykonywania naszej misji.


Wszyscy naturalnie zastanawiali się od razu kto mógł być sprawcą zamachu czy jego zleceniodawcą. Chyba dla większości zespołu było oczywiste – za zamachem stały komunistyczne służby specjalne. Pytanie tylko które, którego kraju, albo inaczej - czy sowiecka KGB dokonała tego sama czy wydała zlecenie którejś z „bratnich” służb? Tym tropem poszły też pierwsze komentarze niemieckiej prasy. (zob. wyżej tytułową stronę jednego z monachijskich dzienników)

Były też głosy wskazujące, że sprawcami zamachu mogli być zachodni terroryści aktywni wciąż w tamtych latach. Teoretycznie było to do pomyślenia, antyamerykańska retoryka była obecna w enuncjacjach zwłaszcza ultralewicowych ugrupowań. Do tej pory nie było jednak ataków na amerykańskie obiekty. Były natomiast wcześniej zamachy na życie niektórych pracowników Radia ze strony sowieckich, bułgarskich, rumuńskich służb. Służby innych krajów nękały osoby związane z Radiem. Oczywiste było, że doskwiera im ono dotkliwie. Nerwowość komunistycznych reżymów potęgowało powstanie Solidarności. Wkrótce zamach na papieża i jego bułgarski trop zdawały się potwierdzać ten kierunek podejrzeń.

Tymczasem śledztwo prowadzone przez niemiecką policję nie przynosiło rezultatów. W każdym razie nie podawano nic do wiadomości publicznej. Niemieckie media przestały zajmować się sprawą. Później okazało się, że dopiero pół roku po zamachu policja znalazła porzucony samochód zaparkowany przy Oettingenstrasse, w pobliżu Radia. W środku skradzionego w Strasburgu dzień przed zamachem auta była broń: kałasznikowy i granaty – jakby przygotowane na wypadek pościgu i starcia z policją. Dokąd prowadziły ślady samochodu i broni nie podano. Dlaczego? Nie były pewne? Może zbyt gorące, prowadzące do służb wywiadowczych?

Kongres amerykański wyasygnował natychmiast nadzwyczajne fundusze na usunięcie szkód i remont budynku. Dodatkowo zainwestowano w środki bezpieczeństwa: cały teren otoczony został murem, zanstalowano zewnętrzne oświetlenie, kamery monitorujące, postawiono ochronę przy bramie wjazdowej. Czy nie należało tego wcześniej zrobić, pytano? Pleniący się w latach 70. w Europie terroryzm różnej maści mógł dawać do myślenia. Nie podjęto żadnych kroków - z zaniechania czy świadomej decyzji? W każdym razie, budynek faktycznie zyskał teraz na bezpieczeństwie, ale stracił na uroku – wizualnym i ideowym – bijącym od otwartej, nie chowającej się, wolnej rozgłośni.

Po kilku miesiącach atak na RWE przesłoniły wszystkim inne galopujące z coraz większym przyspieszeniem wydarzenia: zamach na papieża, zdławienie „Solidarności”, Czarnobyl, pierestrojka, Okrągły Stół i pierwszy niekomunistyczny rząd w Polsce i zarazem całej Europie Wschodniej.

Wgląd w kulisy zamachu umożliwił dopiero upadek muru berlińskiego.

Marzec 1991 r. Były funkcjonariusz enerdowskiej bezpieki (Ministerium für Staatssicherheit, MfS), popularnie nazywanej „Stasi” skontaktował się przez pośrednika z RWE z ofertą sprzedaży dokumentów dotyczących zamachu na RWE. Za plik 40 stron mający zawierać plan zamachu, informacje na temat wykonawców i zleceniodawców, szkic sytuacyjny budynku (fot.) zażądał 4000 marek. Dyrekcja wyznaczyła do pertraktacji szefa ochrony Radia. Po obejrzeniu kilku stron na próbę i targach o cenę, teczka została zakupiona za 1500 marek.

powiększ

Z dokumentów wynikało, że zleceniodawcą zamachu był rumuński dyktator Ceausescu. Wykonawcą, terrorystyczna grupa kierowana przez pochodzącego z Wenezueli Sancheza Ilicza Ramireza, zwanego Carlosem a przez media „Szakalem”. Grupa ta złożona z terrorystów z różnych krajów i organizacji, nazywająca się sama "Międzynarodowi Rewolucjoniści", dokonywała w latach 70. w Europie i na Bliskim Wschodzie krwawych zamachów, porwań i morderstw na zlecenie. Ich ofiarami padły dziesiątki osób.

W końcu lat 70. Carlos uważany za najgroźniejszego terrorystę tamtych czasów, ścigany przez policję wielu krajów, znalazł schronienie w Europie Wschodniej. Opiekowały się nim zwłaszcza tajne służby Węgier, Rumunii i NRD. Bywał też jednak w Polsce i Bułgarii. Służby traktowały go najwyraźniej jak sprzymierzeńca, źródło informacji, potencjalne narzędzie do zadań specjalnych. Od 1978 r. główną bazą grupy Carlosa był Budapeszt.

Ceausescu, który wobec USA pozował oficjalnie na liberała i m.in. dlatego nie zagłuszał RWE, w rzeczywistości ział nienawiścią do amerykańskiej stacji. Na jego osobiste polecenie tajna służba bezpieczeństwa Securitate dokonała już wcześniej kilku zamachów na redaktorów rumuńskiej sekcji, którzy demaskowali dyktatora na antenie. Kiedy po ucieczce w 1978 r. do USA gen. Iona Pacepy, szefa rumuńskiego msw, nie było szans na zgładzenie jego samego, Ceausescu postanowił wziąć odwet na amerykańskiej rozgłośni, która o tym szeroko donosiła. W sierpniu 1980 r. zlecono "sparaliżowanie" stacji Carlosowi. Oferowane wynagrodzenie: milion dolarów. Poza tym Securitate dostarczyć miała broń, materiały wybuchowe i fałszywe paszporty kilku krajów.

Wkrótce po otrzymaniu zlecenia od Ceausescu Carlos zwołał w październiku 1980 r. do Budapesztu naradę swoich wspólników. Wzięli w niej udział późniejsi domniemani wykonawcy zamachu: Johanes Weinrich, Niemiec, prawa ręka Carlosa, członek niemieckich Rewolucyjnych Komórek oraz Bruno Brequet, Szwajcar, członek grupy Primea Linea. Sporządzono szczegółowy plan akcji, nazwanej "Tango", rozdzielono zadania. Na dowodzącego akcją wyznaczony został Weinrich. Brequet najprawdopobniej dokona zdetonowania bomby. Tym dwóm, w Monachium będą towarzyszyć jeszcze dwaj terroryści z baskijskiej ETA. Carlos koordynuje akcję na odległość przez telefon.

Na ile w przygotowaniach do zamachu, np. dostarczając informacji o planach budynku, brały udział węgierskie służby lub służby innych krajów nie jest jasne. Wiadomo, że Carlos krótko przed zamachem był w Warszawie (reportaż TVN, 21.9.2009 link), ale czy miało to związek z planowanym atakiem nie udało się do tej pory ustalić. W każdym razie przygotowane przez Carlosa szczegółowe plany zamachu, zawierające m.in. precyzyjny szkic budynku RWE (na fot. powyżej), trafiają w ręce węgierskich służb. Ich kopię, wraz z zebranymi przez siebie informacjami, Węgrzy przekazują służbom NRD. Te materiały, owe 40 stron, zakupuje dyrekcja RWE w 1991 r.

Zawarte tam informacje potwierdzają później inne źródła, kwerendy w archiwach, dochodzenia nowych rządów pokomunistycznych. W 2001 r. ówczesny prezydent Rumunii Ion Iliescu przyznał oficjalnie, że za zamach na RWE odpowiedzialne były rumuńskie władze.

Główni sprawcy zamachu przez wiele lat pozostają nieuchwytni. Carlos pozostaje nadal pod opieką i obserwacją reżymów wschodnioeuropejskich. Staje się jednak coraz bardziej niewygodny dla nich. W marcu 81 r. bawi jeszcze w Bukareszcie gdzie na spotkaniu z najwyższymi funkcjonariuszami bezpieki szampanem świętuje udaną jego zdaniem akcję w Monachium, choć gospodarze nie są do końca zadowoleni z jej efektów. Wkrótce Węgrzy nakazują Carlosowi zlikwidowanie bazy w Budapeszcie. Następnie wspólnymi siłami "bratnie" służby specjalne perswadują mu opuszczenie Europy Wschodniej. W 1986 r. udaje się wreszcie go pozbyć i wysłać przez Moskwę do Damaszku. Z Syrii Carlos musi uchodzić do Jemenu, potem do Sudanu. Dopiero w 1994 r. zostaje tam namierzony, schwytany przez agentów francuskiej policji i przetransportowany do Francji.
Carlos podczas procesu

Po kilkuletnim procesie Carlos skazany zostaje na dożywocie. Zdołano mu jednak udowodnić tylko jedną zbrodnię, zastrzelenie w 1975 r. trzech francuskich policjantów. Znane już informacje zawarte w dokumentach z archiwów komunistycznych służb specjalnych nie wystarczają do postawienia zarzutu o odpowiedzialność za zamach na RWE.

Podobnie jest z Weinrichem aresztowanym w 1995 r. w Jemenie i wydalonym do Niemiec. I on dostaje dożywocie za niektóre tylko zbrodnie. Do oskarżenia o zamach na RWE brak jest dowodów. Schwytany już w 1982 r. Bruno Brequet zostaje skazany na 5 lat i w ogóle nie jest wtedy kojarzony z zamachem w Monachium. Po odbyciu wyroku Brequet zrywa z terroryzmem.

W osobnym procesie wytoczonym Weinrichowi na wiosnę 2003 r. zarzut o dokonanie zamachu w Monachium trafia wreszcie do aktu oskarżenia. Sąd w Berlinie uwalnia go jednak ostatecznie od tego zarzutu z braku dowodów. Weinrich odmawia na rozprawie jakichkolwiek wyjaśnień. Pozwala sobie nawet na cyniczne żarty wobec sądu. Wie, że nic mu już nie pomoże ani nie zaszkodzi. Obecna na tym procesie w charakterze świadka ranna w zamachu Maria Pulda umiera kilka miesięcy później w wieku 62 lat.

Za zamach na Radio Wolna Europa ani sprawcy ani zleceniodawcy nie zostali zatem osądzeni i skazani. Z braku twardych dowodów. Być może kryją je jeszcze najbardziej tajne archiwa; po obu stronach dawnej żelaznej kurtyny.

Andrzej Borzym

Korzystałem z: Richard H. Cummings, Cold War Radio. The dangeours history of American broadcasting in Europe, 1950-1989, Jefferson, 2009

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Komentarze

You must javascript enabled to use this form

Musisz się zalogować by móc dodać komentarz.
Komentarze wyrażają jedynie opinie ich autorów a nie redakcji.

Sonda

Padł postulat aby Radio Wolna Europa trafiło do podręczników historii. Jaka jest Twoja opinia?
© 2017 wolnaeuropa.org
Zawartość strony: Andrzej Borzym redakcja@wolnaeuropa.org
Administracja: Tomasz Komorek administracja@wolnaeuropa.org

Ta strona nie jest w żaden sposób związana z RFE/RL, Inc., które nie ponosi
odpowiedzialności za jej zawartość.