Migawki/zajawki

Archiwa
 

Spory polsko-amerykańskie w RWE

czytaj
 
Home arrow Teksty arrow Nikt nie mówił o co chodzi
Nikt nie mówił o co chodzi

Maciej Wierzyński

 

W swojej długiej i bogatej karierze dziennikarskiej Maciej Wierzyński ma również swój wkład w historię Radia Wolna Europa. Praca w RWE (1989-1992), jak sam pisze, „była najciekawszą przygodą zawodową jego życia”, zapewne tym bardziej interesującą, że wypadła w fascynującym dla dziennikarza okresie przełomu politycznego i odradzania się wolnych mediów w Polsce. Poniższy tekst jest  fragmentem autobiografii zawodowej dziennikarza pt. „Druga połowa życia” i dotyczy właśnie okresu gdy Wierzyński był korespondentem a następnie szefem warszawskiego biura RWE. Wybrany passus otwiera opis pierwszych wrażeń po powrocie z emigracji w USA, via Monachium, do Warszawy w grudniu 1989 r. Redakcja

Dzieliłem czas między przygotowanie bieżących korespondencji, których każdą ilość pochłaniało Monachium, a wysiłek zorientowania się w politycznej rzeczywistości Polski. Odnawiałem kontakty z kolegami dziennikarzmi, z których kilku odgrywało aktywną rolę polityczną, składałem wizyty, rozmawiałem z czołowymi postaciami nowego establishmentu. Starałem się zrozumieć, na czym polega spór o komitety Obywatelskie, o co chodzi Wałęsie, kiedy pisał do Henryka Wujca: „Heniu, czuj się odwołany”. Starałem się pojąć, jakie jest znaczenie konferencji zatytułowanej wzniośle „Etyka Solidarności”.

Połapać się w tym nie było łatwo, ponieważ w Polsce nikt nie mówił wprost, o co mu chodzi. W obrębie obozu solidarnościowego toczyła się walka o kontrolę nad najważniejszymi instrumentami politycznymi, którymi ten obóz dysponował. Były to: Obywatelski Klub Parlamentarny, Komitety Obywatelskie, NSZZ „Silidarność” i „Gazeta Wyborcza”. Różne tendencje polityczne współistniejące pod jednym dachem w „Solidarności” szykowały się do istnienia jako samodzielne byty. Politycy, którzy w przyszłości mieli stworzyć Ruch Obywatelski „Akcję Demokratyczną” – ROAD, a później poparli w wyborach prezydenckich Tadeusza Mazowieckiego przeciw Lechowi Wałęsie, starali się te procesy odśrodkowe opóźniać. Nic tu jednak nie było jasno powiedziane. Jak pokazała przyszłość, było to starcie myślenia prawicowo-narodowego z liberalno-demokratycznym, ale wówczas nikt takich terminów nie używał. Wałęsa zarzucał Mazowieckiemu zbyt powolne prowadzenie reform i zapowiadał przyspieszenie. Przeciwnicy Wałęsy oskarżali go w zamian o tendencje antydemokratyczne. Oba obozy oczekiwały od dziennikarzy opowiedzenia się po którejś ze stron, pojęcie dziennikarstwa politycznie niezależnego nie zdołało się jeszcze w Polsce zakorzenić.

Miałem z tym kłopot, ponieważ zgodnie z zasadami, które ustaliłem z [dyrektorem RWE/RS Robertem] Gillette’em i [dyrektorem RWE Rossem] Johnsonem, naszą rolą miało być informowanie, a nie propaganda na rzecz którejkolwiek z rywalizujących tendencji. Nie były to jeszcze wtedy partie polityczne, te zaledwie wyłaniały się z chaosu i nabierały kształtów. Nasze zdystansowane stanowisko sprawiło, że przyglądano nam się podejrzliwie, a czasem z niechęcią. Pamiętam, że kiedy powstawało Porozumienie Centrum, po jakimś zebraniu grupy założycielskiej w budynku Sejmu poprosiłem o wywiad Jarosława Kaczyńskiego, a ten od razu na wstępie powiedział: „Będę z panem rozmawiał, ale przecież pan nie jest nam życzliwy.” Z kolei pretensje o sprzyjanie Wałęsie miał do Wolnej Europy Tadeusz Mazowiecki. W okresie kampanii prezydenckiej jesienią 1990 roku chcieliśmy wszystkich sześciu kandydatów zaprezentować w godzinnych audycjach, na które składała się rozmowa w studio, a następnie odpowiedzi na telefony słuchaczy.

Zaproszenie przyjęli wszyscy i jedynie ze sztabem wyborczym Mazowieckiego nie udało się ustalić odpowiedniego terminu. Jeden z jego doradców powiedział mi wprost: „Wolna Europa nie jest premierowi życzliwa i nie ma powodu, aby swoja obecnością dodawał wam znaczenia.” Były premier pojawił się w naszym studiu na Ursynowskiej w parę miesięcy po przegranych wyborach. (...)

Odnalezienie się w nowej rzeczywistości nie było proste nie tylko dla polityków. Zasada niezależności, obiektywizmu i jednakowego traktowania wszystkich ugrupowań politycznych łatwa była do sformułowania, ale trudna w realizacji. Mieliśmy z tym kłopoty wszyscy, rodziło to także napięcia między Warszawą a centralą. Koledzy w Monachium, którzy przez całe lata służyli przecież polskiej opozycji w walce z reżimem komunistycznym, mogli przystać, choć nie bez oporów, na zasadę jednakowego traktowania różnych nurtów politycznych wyrastających z opozycji. O wiele trudniej było się im pogodzić z faktem, że w demokratycznej Polsce coraz ważniejszą rolę odgrywają postkomuniści. Nam w Warszawie, zanurzonym w nowej rzeczywistości, łatwiej przychodziło się z tym pogodzić.

Problemu nie było aż do pierwszych wolnych wyborów parlamentarnych. Do tego momentu można było postkomunistów ignorować, ale w 1991 roku byli już drugą po Unii Demokratycznej partią w Sejmie. Kiedy w 1991 roku organizowaliśmy [w siedzibie biura RWE] na Ursynowskiej studio wyborcze, powstał problem czy zaprosić do niego przedstawicieli SdRP. Choć z trudem przyjmowaliśmy to do wiadomości, SdRP stawała się trwałym elementem życia politycznego. W końcu na dzień wyborów zaprosiliśmy do studia przedstawicieli wszystkich ugrupowań, ale ponieważ w studiu za jednym zamachem nie dało się wszystkich pomieścić, podzieliliśmy ich na dwie grupy. W jednej znaleźli się politycy wywodzący się z obozu solidarnościowego, w drugiej postkomuniści i PSL. Nawet w pokiku koło studia, gdzie częstowaliśmy naszych gości herbatą, te dwie grupy siedziały osobno.

W 1993 roku nikt już nie miał wątpliwości, że do dyskusji w dniu wyborów zapraszać należy również przedstawicieli SdRP. Jednak kiedy nazajutrz po zwycięstwie Sojuszu w rannym programie nadawanym z Warszawy pojawił się Józef Oleksy, w Monachium wybuchła awantura: dlaczego nie wzięliśmy przegranych przedstawicieli obozu posierpniowego. Na szczęście Mroczyk nie stracił zdrowego rozsądku i poparł nasze decyzje, ale trzeba było sporego wysiłku, by wyjaśnić, że byłoby dziwactwem po zakończonych wyborach rozmawiać z przegranymi, a nie ze zwycięzcami, którzy niebawem zaczną rządzić krajem.

Praca w Warszawie, w Wolnej Europie była najciekawszą przygodą zawodową mego życia. Udało się nam zbudować młody, bardzo dobry zespół dziennikarski. W jego skład wchodzili: Basia Hrybacz, Dorota Macieja, Ania Kuźma, Roman Kryk, Paweł Sito, Antoni Styrczula, Jarek Szczepański, Janek Tomczak, Waldemar Wilkiel; mieliśmy rozbudowaną sieć korespondentów terenowych. W kierowaniu biurem pomagał mi z wielką energią i pomysłowością Andrzej Mietkowski, utalentowany dziennikarz, z którym mimo początkowych napięć bardzo się zaprzyjaźniłem.

Rodziła się nowa Polska, rodziły się niezależne media, wszystko było nowe i fascynujące. Niestety, mało kto zdawał sobie jednak sprawę z doniosłości momentu historycznego, nie towarzyszyła temu radość z odzyskanej niepodległości. A kiedy już stało się oczywiste, że Polska jest wolnym i demokratycznym krajem, brutalność walki politycznej, niedojrzałość polityków, posądzenia o korupcję i prywatę stały się pożywką dla pesymizmu i zniechęcenia.

Wiosną 1992 roku wróciłem do Stanów Zjednoczonych, aby podjąć pracę w oddziale RWE w Waszyngotnie. Ta zmiana nastąpiła ze względów rodzinnych. Dwa i pół roku rozłąki było dla nas wszystkich zbyt wielkim utrapieniem. Warszawę opuszczałem z ciężkim sercem. Drugi wyjazd z Polski był dla mnie o wiele bardziej bolesny niż ten w roku 1984. Wtedy wyjeżdżałem z Polski bez żalu, a nawet z pouczuciem wyzwolenia, tym razem zostawiałem kraj wydobywający się peerolowskiego gorsetu, w którym każdy dzień przynosił fascynujące zmiany. Waszyngton po Warszawie wydawał się zesłaniem. W biurze RWE na Connecticut Avenue jako hasło otwierające moje konto komputerowe wpisałem słowo „nuda”.

Źródło: Maciej Wierzyński, Druga połowa życia, w: Autoportret zbiorowy. Wspomnienia dziennikarzy polskich na emigracji z lat 1945-2002, W. Piątkowska-Stepaniak (red.), Wydawnictwo Uniwersytetu Opolskiego, Opole 2003.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Komentarze

You must javascript enabled to use this form

Musisz się zalogować by móc dodać komentarz.
Komentarze wyrażają jedynie opinie ich autorów a nie redakcji.
© 2020 wolnaeuropa.org
Zawartość strony: Andrzej Borzym redakcja@wolnaeuropa.org
Administracja: Tomasz Komorek administracja@wolnaeuropa.org

Ta strona nie jest w żaden sposób związana z RFE/RL, Inc., które nie ponosi
odpowiedzialności za jej zawartość.